5 odkryć w medycynie, które zmieniły postrzeganie chorób

1- Lepra to infekcja, a nie kara Boża

Lepra (trąd) jest przewlekłą chorobą, która atakuje skórę, nerwy obwodowe, czasami oczy i błony śluzowe górnych dróg oddechowych, co w zaawansowanych stadiach może prowadzić do oszpecenia. Do czasu średniowiecznej epidemii dżumy w Europie trąd był główną chorobą powodującą przedwczesną śmierć.

Chorzy byli wykluczani ze społeczeństwa i żyli w oddzielnych wspólnotach (leprozoriach).

Największym problemem nie było nawet to, że nie było lekarstwa na tę chorobę, ale to, że uważano ją za karę od Boga, oszpecenie duszy, które szpeciło ciało. Diagnozę często stawiali kapłani (a nie profesjonalni lekarze), skazując pacjentów na wygnanie, ale kultyści często mylili trąd z chorobami takimi jak łuszczyca czy egzema.

Odkrycie specjalnej klasy bakterii (prątków) wywołujących trąd i gruźlicę umożliwiło opracowanie antybiotyków i skuteczne leczenie tych chorób.

2. Ręce lekarzy mogą być niebezpieczne

Przed pojawieniem się profesjonalnej społeczności położników i ginekologów, kobiety przez wieki korzystały z usług położnych – kobiet bez wykształcenia, które zajmowały się różnymi aspektami opieki porodowej. Oczywiście śmiertelność matek i niemowląt w takiej sytuacji była ogromna.

Jednak we wczesnych dniach położnictwa medycznego doszło do nieszczęścia: kobiety umierały częściej w szpitalach położniczych niż we własnych. Przyczyną była często „gorączka porodowa” – infekcja spowodowana skażoną krwią z kanałów rodnych.

Zagadką pozostawało, dlaczego kobiety umierały częściej w ośrodkach medycznych, skoro praktykowali tam profesjonaliści.

Odkrycie węgierskiego lekarza Ignatza Zemmelweisa opierało się na założeniu, że studenci i lekarze (którzy często uczestniczyli w sekcjach zwłok w teatrze anatomicznym przed wizytą w klinice) przenosili pewnego rodzaju „truciznę ze zwłok” ze stołów sekcyjnych na pacjentki i w ten sposób zarażali pacjentki.

W 1847 r. Semmelweis wprowadził obowiązkowe mycie rąk w roztworze wybielacza przed badaniem kobiet rodzących, co doprowadziło do wielokrotnego (8-krotnego) zmniejszenia liczby zgonów matek z powodu gorączki i było jednym z pierwszych dowodów na to, że brudne ręce personelu medycznego mogą być szkodliwe dla pacjentów. Tragedia polegała na tym, że za życia Semmelweis był uważany za czubka lub szaleńca, ponieważ mikrobiologiczna teoria infekcji nie została jeszcze opracowana.

3. Odżywianie może zwalczyć anemię u kobiet w ciąży

Kolejne odkrycie dotyczące śmiertelności matek, które miało wpływ na całe zdrowie publiczne. XX wieku anemia u kobiet w ciąży była niezwykle powszechna w Indiach. Nawet dzisiaj większość ludzi uważa anemię za problem związany z brakiem żelaza w organizmie. W rzeczywistości istnieje wiele rodzajów anemii. Problem z anemiami u kobiet w ciąży w Indiach polegał na tym, że były one nietypowe: krew wykazywała powiększone czerwone krwinki (kurczą się one w przypadku niedoboru żelaza) i normalny poziom żelaza.

Brytyjska hematolog Lucy Wills dokładnie zbadała ten problem i powiązała go z niedoborem jakiegoś czynnika odżywczego.

Faktem jest, że wszystkie chore kobiety były biedne, ale nie głodowały. Ich dieta zawierała w przybliżeniu te same pokarmy. W 1931 r. Wills wykazał, że przyjmowanie ekstraktu drożdżowego (Marmite, popularna pasta na tosty w Wielkiej Brytanii) doprowadziło do wyzdrowienia pacjentek, a nawet anemicznych małp, udowadniając tym samym, że to właśnie w żywności znaleziono „czynnik Willsa” ratujący życie kobiet w ciąży.

Dziś wszystkie kobiety w ciąży i wszyscy ginekolodzy znają tę substancję pod inną nazwą – „kwas foliowy” (witamina B9) – i przyjmują ją codziennie nie tylko dla własnego zdrowia, ale także dla zdrowia płodu, ponieważ u nienarodzonych dzieci niedobór kwasu foliowego może prowadzić do wrodzonych wad układu nerwowego.

4. Promieniowanie staje się niebezpieczne

Odkrycie radioaktywności przez Henriego Becquerela i Curie na początku XX wieku oraz niemal jednoczesne odkrycie promieni rentgenowskich przez Wilhelma Roentgena wzbudziło wielki entuzjazm nie tylko wśród fizyków, ale także wśród lekarzy, ponieważ promienie rentgenowskie pozwoliły zobaczyć ciało pacjenta, a radioaktywność była aktywnie badana jako lekarstwo na wiele chorób.

Dziś trudno nam sobie wyobrazić, jak wielki był ten entuzjazm. Kobiety kupowały radioaktywny proszek na wysypki skórne, sklepy obuwnicze miały maszyny, które mogły precyzyjnie dopasować buty do rozmiaru stopy za pomocą promieniowania. W salonach ludzi znajdowały się zestawy, które świeciły w ciemności dzięki solom uranu.

Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się w 1901 roku, kiedy Becquerel doznał poparzenia skóry od kolby radu ukrytej w kieszeni kurtki.

Kluczowym punktem zwrotnym były eksperymenty z początku XX wieku: rosyjscy naukowcy wykazali śmiertelne skutki promieniowania rentgenowskiego i radu na zwierzętach, a także przypadki raka płuc u górników uranu. W USA, w fabrykach zegarków, w których dziewczęta malowały tarcze zegarków świecącą farbą radową, liżąc czubki dłoni, cierpiały na utratę zębów, raka tarczycy i zniszczenie szczęki.

To właśnie z powodu tego odkrycia dziś w gabinetach rentgenowskich nosi się fartuch ochronny, a osoby pracujące z promieniowaniem wcześniej przechodzą na emeryturę i częściej poddają się badaniom przesiewowym w kierunku raka.

5. Piołun pomaga na malarię

Dziś powszechnie uważa się, że starożytne praktyki medyczne są jedynie wynikiem różnego rodzaju złudzeń i wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Wiele mikstur, zbiorów ziół i dziwnych rytuałów z rozsądku wydaje nam się dzikimi, dziwnymi lub szalonymi. W rzeczywistości nie zawsze tak jest.

Chińska farmakolog Tu Youyu pracowała na początku lat 70. w ramach tajnego projektu władz chińskich, mającego na celu pomoc Wietnamowi Północnemu w walce z malarią, która zabijała więcej ludzi niż wojna ze Stanami Zjednoczonymi.

Tu Youyu przestudiowała wiele starożytnych receptur tradycyjnej medycyny chińskiej, zauważając, że piołun był często wymieniany jako lekarstwo na gorączkę (malaryczną).

W 1971 roku wykazano, że ekstrakt z piołunu leczy myszy i małpy zarażone malarią w 100 procentach przypadków, a w 1972 roku Tu Yu wyizolował aktywny składnik, artemizynę, która dała początek lekom na malarię, ratując miliony istnień ludzkich i przynosząc Tu Yu Nagrodę Nobla.

Podobnych rzeczy możemy dowiedzieć się na przykład z europejskich i starożytnych egipskich traktatów, które mówią, że pleśń (między innymi) w maściach pomaga na ropiejące rany, ponieważ obecnie wiemy, że pleśń zawiera antybiotyk penicylinę.

Share to friends
Rating
( No ratings yet )
Praktyczne porady i przydatne lifehacki