Na początku związku wtapiamy się w drugą osobę, lubimy jej muzykę, przyjaciół, nawyki, zapach.
Jest to normalne, jest to etap fuzji, który daje poczucie jedności i to bardzo motyle w żołądku, donosi korespondent .
Ale czas mija i z jakiegoś powodu motyle nie odlatują, tylko zamieniają się w muchy, które brzęczą nad uchem.
Zdjęcie: Pixabay
Nagle okazuje się, że porzuciłeś swoje hobby, przestałeś spotykać się z przyjaciółmi i żyjesz jego życiem zamiast własnym.
Psychologowie nazywają to rozpadem i jest to niebezpieczne, ponieważ pewnego dnia możesz się obudzić i nie rozpoznać siebie w lustrze. Obok ciebie będzie ktoś obcy, a co najważniejsze, staniesz się obcy dla samego siebie.
Powrót do siebie zaczyna się od małych kroków, od przypomnienia sobie, co przynosiło ci radość, zanim go poznałaś. Joga o poranku, spotkania z przyjaciółką, malowanie, bieganie, głupie seriale, których on nie lubi – to wszystko nie jest oszukiwaniem, ale oddychaniem.
Kiedy zaczynasz znowu żyć swoim życiem, dzieje się niesamowita rzecz: twój partner nagle cię zauważa. Nie jesteś już funkcją, dodatkiem do jego egzystencji, stajesz się osobowością, którą chcesz podbić na nowo.
Badania pokazują, że pary, w których każdy ma własną przestrzeń, żyją dłużej i szczęśliwiej niż połączone bliźnięta syjamskie.
Ponieważ możesz umawiać się na randki tylko wtedy, gdy jesteś osobno, a jeśli jesteś razem przez cały czas, to nie jest randkowanie, to obowiązek.
Tak więc najlepszą rzeczą, jaką można zrobić dla związku, to czasami się z niego wyrwać. Nie na dobre, nie dosłownie, ale po prostu przypominając sobie i swojemu partnerowi, że jesteście oddzielnym wszechświatem, który zdecydował się być wokół siebie.
Subskrybuj: Czytaj także
- Dlaczego nuda w związku jest bardziej niebezpieczna niż zdrada: cicha śmierć, której nikt nie zauważa
- Po co szukać ideału, skoro można wyhodować własny: ogrodnicza teoria miłości
