Dlaczego niektórzy rodzice nie mogą przestać pomagać swoim dorosłym dzieciom: wyjaśnienie psychologów

Czasami rodzice są gotowi nieustannie dzwonić do swoich dorosłych dzieci i udzielać niechcianych porad.

Czasami dorośli rodzice nie mogą przestać żyć życiem swoich dorosłych dzieci / fot. Pxhere

Naukowcy spędzili lata próbując zrozumieć, czego doświadczają rodzice, gdy ich dzieci dorastają. Psycholog Isabella Chase opisała jedną z wersji tego stanu w artykule dla strony Global English Editing, szczerze opowiadając o swojej rodzinie.

Pisze, że jej mama wciąż martwi się, czy jej dorosłe córki, które są wykształcone i mieszkają oddzielnie, pamiętają o zaplanowaniu konserwacji swoich samochodów. Pisze, że dorosłe dzieci są bardziej skłonne do śmiechu lub irytacji z tego powodu. A sama Chase doszła do wniosku, że obsesyjne pragnienie rodzica, by pomóc swojemu dorosłemu dziecku, często ma niewiele wspólnego z samym dzieckiem.

Autorka pisze, że pewien typ rodziców można szybko rozpoznać – są oni skłonni robić pranie swoim dorosłym dzieciom, dzwonić do nich, przypominać im o wzięciu parasola. „Na pierwszy rzut oka wygląda to na miłość. Ale w głębi duszy działa coś bardziej złożonego” – zauważa.

Pisze ona, że dynamika starzenia się osoby, której dzieci dorosły, „eroduje psychologiczne wsparcie, które sprawiało, że czuli się całością jako istoty ludzkie”. I tak pomoc dorosłemu dziecku staje się ostatnią „ścianą nośną”, gdy osoba próbuje utrzymać się w znanej sobie roli.

Psychologowie przeprowadzili badania nad tym, jak uczucia danej osoby zmieniają się po uświadomieniu sobie pewnej roli i że pozbawienie tej roli jest jak pozbawienie samego siebie. „Dla rodziców, którzy włożyli wszystko w wychowanie swoich dzieci (często kosztem przyjaźni, hobby, ambicji zawodowych lub własnego rozwoju emocjonalnego), niezależność dziecka nie jest jak ukończenie szkoły. To jak eksmisja” – pisze autor.

Przypomniała sobie, że jej ojciec pracował siedemdziesiąt godzin tygodniowo, przez całe jej dzieciństwo był „emocjonalnie nieobecny”. Ale zaczął dzwonić częściej, gdy przeszedł na emeryturę. Podczas tych rozmów oferował niezamówione porady. Zaczął wysyłać artykuły na temat planowania finansowego, czasami „trzy dziennie”. W tamtym czasie traktowałem to jako jego ostatnią próbę nawiązania kontaktu. Teraz myślę, że starał się pozostać na czasie” – pisze.

Zauważyła, że pokolenie, które zinternalizowało stoicyzm jako miłość, jest „szczególnie podatne na ten model”.

„Jeśli dana osoba zinternalizowała, że zapewnienie komuś opieki jest więzią, a utrata zdolności do zapewnienia opieki oznacza całkowitą utratę więzi, wówczas pomoc nie jest hojnością z jej strony, ale tratwą ratunkową”.

Co naprawdę oznacza „pomoc”

Pisze o wzorcach takich rodzin. Na przykład chroniczna niezamówiona pomoc. Jej zdaniem świadczy to o tym, że rodzice uważają, że dziecko nadal ich potrzebuje.

Badanie opublikowane przez Greater Good Research Centre na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley dowodzi, że rodzice, którzy tracą kontakt ze swoimi dorosłymi dziećmi, naprawdę nie rozumieją, co poszło nie tak. Przepaść między intencjami a konsekwencjami jest ogromna. Ojciec, który dzwoni pięć razy dziennie, myśli, że okazuje troskę. Ojciec, który nalega na zajmowanie się finansami sprawnego trzydziestolatka, myśli, że w ten sposób zapobiega błędom. Tymczasem dorosłe dziecko staje w obliczu wotum nieufności.

A ojciec, który w pośpiechu rozwiązuje każdy problem, zanim jeszcze zostanie on w pełni wyartykułowany, wierzy, że ją chroni. Dorosłe dziecko nigdy nie rozwija odporności, która pojawia się tylko wtedy, gdy siedzisz w trudnej sytji wystarczająco długo, aby znaleźć własną drogę.

Miłość staje się kontrolą

Jak podkreślają eksperci kliniczni, większość rodziców, którzy stracili szacunek swoich dorosłych dzieci, nie była agresywna ani zaniedbująca. Stracili go z powodu wzorców zachowań, które naprawdę uważali za pełne miłości. Są to nadmierne zaangażowanie, niechciane myśli. Nietraktowanie dorosłego dziecka jako rówieśnika, a nie projektu.

Czytaj także:

Główną cechą wszystkich tych zachowań jest odmowa aktizacji systemu operacyjnego związku. Rodzice nadal używają oprogramowania z 2004 roku, kiedy ich dziecko miało dwanaście lat i faktycznie potrzebowało kogoś, kto umówiłby je na wizytę u dentysty. Teraz dziecko korzysta z zupełnie innego oprogramowania, które wymaga autonomii, zaufania i swobody popełniania błędów. Oba systemy są niekompatybilne, a rodzic nieustannie próbuje zmusić dziecko do przejścia na system, o który nigdy nie prosiło.

Jak wygląda zdrowe odpuszczanie

Założyła, że należy odgrodzić się od takiej opieki ścianami, ale zmieniła zdanie i proponuje obraz membrany. Pozwoliłoby to na wymianę, ale zachowałoby integralność każdego indywidnego organizmu.

Zdrowe odpuszczenie nie oznacza zniknięcia. Oznacza przejście od „robienia dla” do „bycia z”. Oznacza dzwonienie i pytanie: „Co sądzisz o zmianie pracy?” zamiast „Czy zaktizowałeś swoje CV? Mogę je dla ciebie przepisać”. Oznacza to tolerowanie dyskomfortu związanego z byciem świadkiem trudności dziecka bez pośpiechu, aby je od nich uwolnić.

„Zastanawiałem się nad tym, jak naprawdę wygląda prawdziwe spełnienie i rzadko wiąże się ono z byciem niezbędnym dla innej osoby. Zwykle wiąże się z czymś cichszym: umiejętnością siedzenia samemu ze sobą bez potrzeby bycia użytecznym” – pisze.

Rozmowa, której nikt nie chce prowadzić

Napisała, że jeśli rozpoznajesz swoich rodziców w tym artykule, najlepszą rzeczą, jaką możesz dla nich zrobić, to nie odcinać ich ani nie przełykać frustracji. „Musisz zrozumieć, co powoduje takie zachowanie. Ich nadmierna pomoc jest objawem, a nie wadą charakteru. Za niechcianymi radami, niespodziewanymi dostawami zakupów i ciągłymi komunikatami o powrocie do domu kryje się osoba, która zmaga się z jednym z najtrudniejszych przejść w życiu: przejściem od bycia potrzebnym do bycia wybranym” – pisze autor.

Dodała, że strach przed byciem niechcianym jest prawdziwy. Ale antidotum istnieje i polega na nauczeniu się siedzenia w miejscu wystarczająco długo, aby zdać sobie sprawę, że jesteś kimś więcej niż tylko tym, co robisz dla innych ludzi. Że twoja wartość nie jest transakcyjna. Że jesteś kochany za to, kim jesteś, a nie za to, co dajesz, jeśli jesteś w stanie znieść bezbronność otrzymywania tego.

Jak działa „syndrom najstarszej córki”?

Przypomnijmy, że czasami w dorosłym życiu ujawniają się cechy, które rodzice przekazali swoim dorosłym dzieciom. Mówimy tu o nadmiernym zamartwianiu się, samokrytyce i perfekcjonizmie. Koncepcja ta znana jest jako syndrom najstarszej córki.

Starsze córki często czują się nadmiernie odpowiedzialne za swoją biologiczną rodzinę. Mogą czuć się odpowiedzialne za młodsze rodzeństwo, a nawet swoich rodziców. Może to rozciągać się na inne relacje, poczucie odpowiedzialności w ich własnych rodzinach, w domu, a nawet nadmierną odpowiedzialność w pracy.

Mogą Cię również zainteresować wiadomości:

Share to friends
Rating
( No ratings yet )
Praktyczne porady i przydatne lifehacki