Na początku związku świat zawęża się do jednej osoby i wydaje się to naturalne, ponieważ jest ona teraz całym wszechświatem.
Przestajemy odbierać telefony, opuszczamy spotkania, zapominamy o urodzinach, usprawiedliwiając się tym, że jesteśmy po prostu bardzo zajęci miłością, donosi korespondent .
Mija pół roku, rok i pewnego dnia okazuje się, że nie ma do kogo zadzwonić. Przyjaciele znudzili się czekaniem, obrazili się, wyprowadzili, założyli nowe firmy, a my zostaliśmy sami w ciszy, którą kiedyś wypełniały głosy.
Zdjęcie: Pixabay
Psychologowie nazywają to „efektem tunelu”, kiedy namiętność zawęża percepcję i wszystko, co nie jest związane z obiektem miłości, traci na znaczeniu. Jest to naturalny proces, ale niebezpieczny ze względu na swoją naturalność – nie zauważamy, jak tracimy połączenia.
Kiedy związek się rozpada, a dzieje się tak w przypadku prawie każdego, nie ma nikogo, na kim można by się oprzeć. Ta jedna osoba, dla której wszyscy inni zostali poświęceni, staje się jedynym źródłem bólu.
Badania pokazują, że pary, które utrzymują przyjaźnie i odrębne zainteresowania, łatwiej i szybciej przechodzą przez kryzysy. Ponieważ mają inne wsparcie, inne głosy, inne punkty widzenia, które powstrzymują ich od szaleństwa.
Ważne jest, aby pamiętać: miłość nie wymaga całkowitego odrzucenia świata, wymaga jedynie miejsca w nim, a to miejsce nie musi być wszystkim. Pozostawienie sobie zapasowych lotnisk nie jest zdradą, ale mądrością, która ratuje, gdy główne nie działa.
Ci, którzy wiedzą, jak kochać, nie tracąc przyjaciół, budują silniejsze relacje, ponieważ nie duszą partnera swoją obecnością. Przychodzą do niego ze swojego spełnionego życia, a nie z pustki, w której nie ma nikogo poza nim.
Subskrybuj: Czytaj także
- Dlaczego ważne jest, aby pożegnać się nawet ze złymi związkami: rytuały zamknięcia
- Jak zdać sobie sprawę, że jesteś manipulowany: niewidzialne nici, które szarpią za serce

